Kamila Olga | PORAŻKI…
593
post-template-default,single,single-post,postid-593,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,footer_responsive_adv,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

PORAŻKI…

PORAŻKI…

potykajac-sie-mozna-zajsc-daleko-nie-wolno-tylko-upasc-i-nie-podniesc-sie          MOJE ZAWODOWE PORAŻKI!

 

Długo zastanawiałam się czy umieścić ten post ale doszłam do wniosku, że moim największym  priorytetem jest autentyczność. Jestem zmęczona wszechobecnym kultem idealnego sukcesu. Idealność nie istnieje i kropka. Pisanie tylko o swoich osiągnięciach jest niczym skrzętne ukrywanie, że lukrowe i pyszne ciasteczko z wisienką nie ma żadnych kalorii. I tak oto i ten Post 🙂

Pamiętacie jak pisałam o porażce, że gdy się pojawia to należy traktować ją jak znak, przystanąć na chwilę i ruszyć dalej? hmm?

Wszyscy wiemy, że łatwiej się o czymś pisze niż doświadcza i dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami swoimi WPR-czyli  „Wielkimi Wrześniowymi Porażkami 🙂 ”.

Rzadko zdarza mi się ponosić „klapę” za „klapą” ale w tym miesiącu chyba wyrobiłam swój limit. Startowałam w dwóch fantastycznych projektach i w obydwu moja oferta okazała się być nr. 2 na liście. Srebrny medal smakuje słodko-kwaśno bo z jednej strony czujemy się prawie zwycięzcami (byliśmy w końcu tak blisko) a z drugiej no cóż, nie dość wystarczająco (emocje spadają w dół).

U mnie to „nie dość” to  była cena… Nigdy nie ukrywałam, że moje szkolenia nie są najtańsze ale zawsze podkreślałam, jak wiele za to robię /kupuje/przygotowuje dla uczestników (myślę, że ci co byli na moich szkoleniach-wiedzą o co mi chodzi 🙂 ). Gdy więc okazało się, że jestem oto srebrnym medalistom i to drugi raz w przeciągu tygodnia to poczułam ukłucie, które pewnie wszyscy dobrze znacie.

-Było „Auć” . W myślach już planowałam te szkolenia, co powiem, jakie zrobimy ćwiczenie i czym będę mogła zaskoczyć uczestników a tu…ŚCIANA.

I teraz co najważniejsze…

 

Każdemu z nas czasem cos nie wychodzi. Czasem wszystko idzie na opak i stoimy tak przed tą ŚCIANĄ. Co możemy wtedy zrobić? Powiem wprost –Usiąść na chwilkę i…pomyśleć.

Odgonić na chwilkę emocje i postarać się spojrzeć na wszystko „z boku”. Możemy tak „stać pod ścianą” i rozpamiętywać porażki albo wziąć je na klatę i zastanowić się jak powstały i czy czegoś nas nauczyły?

Ja usiadłam na czerwonej macie (bo byłam akurat na treningu, gdy odczytałam meila) i zadałam sobie trzy pytania.

Może i Tobie te pytania pomogą?


PYTANIE NR.1 Co czuje i co mówią mi te odczuwane emocje?

-moje emocje to był smutek i rozczarowanie- Było mi smutno bo dowiedziałam się, że nie poznam kolejnych cudownych ludzi i nie będę mogła poprowadzić zajęć a szczerze to uwielbiam a i sam zarobek, nie zagwarantuje już mojej firmie kolejnych miesięcy. Moje emocje, które zdawało się były negatywne tak na prawdę wskazywały na wysokie zaangażowanie w jakość wiedzy jaką chce przekazać, w bycie z ludźmi i w firmę, którą tworze i pragnę jak najlepiej poprowadzić. Kolejny raz poczułam jak mocno zależy mi na tym co robię, a to w końcu przecież dobrze, prawda?:-)


PYTANIE NR.2 I co teraz, I co dalej?

No coż, zwykle mamy dwa wyjścia –albo walczymy o to na czym nam zależy (oczywiście jeśli mamy możliwość) albo „idziemy dalej”. Ja tutaj nie miałam możliwości zrobienia „szach-mat” więc została ta druga opcja. Idę dalej.


PYTANIE NR.3 Moim zdaniem najważniejsze „CZEGO SIĘ NAUCZYŁEM Z TEJ PORAŻKI?”

No cóż, ja nauczyłam się wiele z tych wrześniowych lekcji. Moje iście wspaniałe WPR. Przede wszystkim kolejny raz uświadomiłam sobie jak bardzo lubię pracować z ludźmi i dla ludzi i jak bardzo zależy mi na „dobrym” wykonywaniu swojej pracy. Kiedyś stawiałam na „wygraną” za wszelką cenę ale dziś zależy mi na maksymalnej jakości tego co i jak robię, a do tego potrzebuje środki…Czy mogłabym zniżyć ceny?-oczywiście, ale wtedy nie byłabym w stanie zapewnić uczestnikom tego wszystkiego co pragnę przekazać, nie miałabym tyle materiałów, narzędzi, ćwiczeń i…niespodzianek. Mogłabym oczekiwać minimum i dawać na swoich szkoleniach minimum ale to mijałoby się z moim celem. To nie dla mnie. Ktoś może powiedzieć, że lepszy „rydz niż nic” (czy też jakoś tak J) ale absolutnie się z tym nie zgadzam jeśli chodzi o ludzi, prace z ludźmi i dla ludzi. Tutaj nie ma kompromisów. I albo robię wszystko na 100% albo nie robię wcale. I tak oto, uczciwie „przeżuwając” swoje zawodowe „wrześniowe klapy” wróciłam do treningu z uśmiechem!

 

 

Moja myśl nie była już „ o…przegrałam…kolejny srebrny medal” tylko pojawiła się inna „zrobiłam wszystko co mogłam, i zrobiłabym to po raz kolejny bo zawsze warto próbować”.  A gdy już byłam w domu to usiadłam do komputera i złożyłam ofertę do trzeciego projektu, oczywiście „po swojemu” 🙂 bo wiem, że warto próbować jeśli się w coś naprawdę wierzy a ja wierze całym sercem w ludzi, w wiedzę i prawdziwą jakość.

 

Ps. Tą trzecią ofertę wygrałam!

Życzę wam kochani nie tylko wspaniałych sukcesów ale też refleksyjnych „porażek”, które uczą!

Buziaki.

K.

 

No Comments

Post A Comment